user-avatar
Today is czwartek
29 września 2016

13 listopada 2012

Czy nadal uważasz że Twoje problemy są aż tak druzgocące??!! Przeczytaj…

by admin — Categories: Inspirujące OpowiadaniaLeave a comment

Jest to fragment książki. Zapraszam do czytania, przemyśleń i komentowania.

 

Wykorzystywanie kontrastujących odniesień jest więc jednym z najskuteczniejszych sposobów na zmianę naszej percepcji i naszych uczuć. Jeśli zdarza mi się tracić perspektywę, ponieważ zaczynam odczuwać, że pracuję zbyt ciężko, myślę o pewnym mężczyźnie, który uczęszczał kiedyś na jeden z moich kursów. Był to prawdziwie ciepły i wrażliwy człowiek, który niestety w niewłaściwym czasie znalazł się w niewłaściwym miejscu. Któregoś dnia, tuż po swoich czterdziestych piątych urodzinach, zajechał na pewną stację benzynową, na której znaleźli się również dwaj mężczyźni, właśnie tego dnia wypuszczeni z więzienia. Na podstawie jakże krótkiego doświadczenia wolności zdecydowali najwyraźniej, że nie odpowiada im ona i chcą wrócić za kratki. Postanowili zabić człowieka, który pierwszy wjedzie na stację benzynową.

(więcej…)

12 października 2012

Zamawiał ktoś inspirację?!

 

 

Powyższe cytaty pochodzą z książki Anthony`ego  Robbins`a pt. ”Obudź w sobie olbrzyma”

12 października 2012

Czy może być gorzej??!!

by admin — Categories: Inspirujące OpowiadaniaLeave a comment

 

Wykorzystywanie kontrastujących odniesień jest więc jednym z najskuteczniejszych sposobów na zmianę naszej percepcji i naszych uczuć. Jeśli zdarza mi się tracić perspektywę, ponieważ zaczynam odczuwać, że pracuję zbyt ciężko, myślę o pewnym mężczyźnie, który uczęszczał kiedyś na jeden z moich kursów. Był to prawdziwie ciepły i wrażliwy człowiek, który niestety w niewłaściwym czasie znalazł się w niewłaściwym miejscu. Któregoś dnia, tuż po swoich czterdziestych piątych urodzinach, zajechał na pewną stację benzynową, na której znaleźli się również dwaj mężczyźni, właśnie tego dnia wypuszczeni z więzienia. Na podstawie jakże krótkiego doświadczenia wolności zdecydowali najwyraźniej, że nie odpowiada im ona i chcą wrócić za kratki. Postanowili zabić człowieka, który pierwszy wjedzie na stację benzynową. Nie miało żadnego znaczenia, czy będzie to mężczyzna, czy kobieta, starzec czy dziecko. Postanowili po prostu zabić pierwszą ludzką istotę, która pojawi się w polu ich widzenia. Kiedy ten mężczyzna wjechał na stację i wysiadł z samochodu, by napełnić bak, ci dwaj napadli na niego i pobili na śmierć.

Czy dalej sądzisz, że masz poważne problemy? Człowiek ten zostawił żonę i czworo małych dzieci. Byłem zdruzgotany tą wiadomością. Nie mogłem w nią uwierzyć. Jak można znaleźć pozytywne znaczenie w sytuacji, która wydaje się nie mieć żadnego pozytywnego znaczenia? Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że coś takiego mogłoby się zdarzyć komuś z mojej rodziny, nie wiedziałem, co wtedy bym zrobił. Ciągle zadawałem sobie pytanie, jak pomóc w tej sytuacji. Natychmiast zatelefonowałem do jego nieszczęsnej żony i zaoferowałem każdą pomoc, jakiej mogłem udzielić. Moim głównym celem było sprawić, by ta biedna kobieta odnalazła w całej tej sytuacji jakieś dodające jej sił znaczenia. Jakże łatwo byłoby jej i jej dzieciom zmienić to doświadczenie w obezwładniające odniesienie, którym podparliby przekonanie, że życie nie jest nic warte, że ludzkość jest zła i destrukcyjna, że skoro – jeśli nawet czynisz tylko dobro – pewnego dnia możesz zostać zdmuchnięty jak pyłek, to nie warto nawet próbować.

Powiedziałem tej kobiecie, jak ważne jest, by dla dobra swoich dzieci próbowała jakoś znaleźć w tym doświadczeniu choćby ślad czegoś pozytywnego, co choć trochę dodałoby jej sił. Powiedziała mi, jak głębokie jest jej cierpienie. Ale potrafiła z tej sytuacji wynieść jedno pozytywne doświadczenie. Kiedy prasa i telewizja doniosły o jej tragedii, spotkała się z olbrzymią miłością, wsparciem i troską innych. Otrzymywała setki listów z ofertami pomocy i wsparcia od ludzi różnych zawodów ze wszystkich stron kraju. Powiedziała mi wtedy: „Zrozumiałam, że jeśli uwierzę, iż ludzie są źli, iż cała ta sytuacja jest jedną wielką niesprawiedliwością, zniszczę samą siebie i moje dzieci. Tak więc, choć moje cierpienie jest tak wielkie, wiem, że nie stało się to wszystko bez powodu. Nie wiem jeszcze, jaki to powód. Po prostu wierzę, że jakiś jest.”

Kobieta ta znalazła w sobie odwagę, by wykorzystać wiarę jako ostateczne odniesienie. Jej wiara, odwaga, by zaufać, że musi być jakiś powód, nawet jeśli nie jest go świadoma, uwolniły ją od skutków najboleśniejszego doświadczenia w życiu i dodały jej sił.

Cóż za odważna kobieta! Jakie szczęśliwe są jej dzieci! Powiedziała im: „Chcę, byście zapamiętały wszystkich tych ludzi, byście

zapamiętały, jak wiele miłości nam dają. Ludzie są dobrzy. Jest też na świecie kilku złych i trzeba im pomóc. Wasz ojciec zawsze wierzył w
Boga. Jest teraz w lepszym świecie. Miał do zrobienia wiele rzeczy tu na ziemi, ale jego czas się skończył. Nasz czas się nie skończył i
musimy z niego korzystać tak długo, jak długo żyjemy. Śmierć waszego ojca musi nam ciągle przypominać, że naszym zadaniem jest czerpać z życia jak najwięcej. Nie wolno nam myśleć, żeśmy go stracili, ponieważ zawsze będzie z nami.”

Dobrze widzi się tylko sercem. To co najważniejsze, jest niewidoczne dla oka.

ANTOINE DE SAINT-EXUPERY

 

 

 

Jest to fragment książki „Obudź w sobie olbrzyma” której autorem jest Anthony Robbins  

 

7 października 2012

Ojciec z ubojni dusz…

by admin — Categories: ArtykułyLeave a comment

„Tysiące ludzi spędzają życie w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią. Dosyć!”

[…]

W pałacach korporacji

Warszawa, czwarta nad ranem. Andrzej, prezes dużej firmy, wysłał maila do swego szefa: „Piotrze, w sprawie raportu, który dla Ciebie piszę, zgłoszę się jutro przed południem. Chcę obgadać parę świeżych pomysłów”. Odpowiedź nadeszła błyskawicznie: „Andrzeju, dzięki serdeczne. Idź spać”.

Dziś Andrzej zapewne uważa, że się opłaciło: jest jednym z ostatnich, którzy w upadającej firmie ocalili posadę. Przetrwał, bo należy do nowej klasy pracowników, których w ostatnich dziesięcioleciach wyhodowały korporacje – współczesnych kamerdynerów, dzięki elektronice dyspozycyjnych o każdej porze dnia i nocy. Reprezentuje nową klasę ludzi, których domy przestały być sanktuarium prywatności, a stały się służbówkami w pałacach korporacji. I których bliscy – nieważne czym się zajmują – są co najwyżej rodzinami służących.

 

Andrzej należy do rzeszy tych, na których barkach korporacje odbudowały feudalne relacje między ludźmi.

Shawn Achor, prezes firmy konsultingowej Good Think inc. i wykładowca psychologii pozytywnej na Harvardzie, tak opisuje filozofię systemu korporacyjnego: „Większość firm i szkół wierzy w ten sam przepis na sukces: im ciężej będziesz pracował, tym większy sukces osiągniesz. A im większy będzie ten sukces, tym będziesz szczęśliwszy. Tyle że to fałszywy przepis. (…) Ilekroć odnosisz sukces, podświadomie podnosisz poprzeczkę tego, co będziesz uznawał za sukces w przyszłości. Dlatego poczucie szczęścia oparte na tej logice nigdy nie nadchodzi”.

Ale nie nadchodzi także dlatego, że staliśmy się zakładnikami wyobrażeń, jakie mamy na temat siebie samych. Tak uważa m.in. Dalton Conley, dziekan wydziału nauk społecznych na Uniwersytecie Nowego Jorku, autor książki  „Elsewhere, U.S.A.” (Gdzie indziej, USA), nazwanej przez „Los Angeles Times” m.in. książką o „rozmywaniu granic między tym, co prywatne, a tym, co publiczne, i komercjalizacji wszystkiego”.

Według Conleya większość z nas przecenia własną niezbędność dla firm. A to powoduje, że mamy do czynienia z samospełniającą się przepowiednią: „Jeśli wciąż jesteś dostępny, oczekuje się od ciebie, byś dostępny był”. To oczekiwanie traktujesz potem jako dowód, że miałeś rację: byłeś niezbędny.


Życie w rozpaczy

Tyle, że to tylko złudzenie, próba zagłuszenia lęku i poczucia braku kontroli nad własnym losem. – Tysiące ludzi wiodą życie w niemej rozpaczy, spędzając długie, męczące godziny w pracy, której nie znoszą, by móc kupić rzeczy, których nie potrzebują – po to, żeby zrobić wrażenie na ludziach, których nie lubią – mówi Marsh.

Korporacje, które udoskonaliły ten system w stopniu dotąd niespotykanym, stały się „ubojniami dusz”. Idylliczny sen Marsha o dniu powszednim – z seksem przeplatającym się z pracą, spotkaniami z bliskimi, rozrywką i sportem – jest swego rodzaju utopijną ucieczką przed apokalipsą.

Dlaczego wolny czas stał się największą ofiarą produktywności, choć miał być jej najcenniejszym darem? Przez system. Pracujemy bez opamiętania, bo zmuszają nas do tego wymagania ekonomii – ogłosiła na początku lat 90. Juliet B. Schor, ekonomistka z Harvardu, autorka książki „The Overworked American” (Przepracowany Amerykanin, 1993).

„Bez względu na to, jak dużo masz, nie poczujesz się dobrze, jeśli Jones z sąsiedztwa ma więcej” – pisze. Mechanizm działa tak: 1) pracodawca oczekuje, że będziesz dłużej pracował, i ci za to płaci; 2) zapłata nakręca twój głód rzeczy: kupujesz telewizor, samochód, dom; 3) luksus staje się dla ciebie artykułem pierwszej potrzeby; 4) zadłużasz się, bo musisz nadążyć za Jonesami z sąsiedztwa; 5) wracasz do pracodawcy, by znów nie dać się zostawić Jonesom w tyle i móc spłacać długi.

Dlatego pracodawcy, zarabiając na tym, że ścigasz własny ogon, wolą (oszczędnie) dać ci premię lub podwyżkę niż więcej wolnego czasu. Formuła „czas to pieniądz” oznacza w tym przypadku zamianę czasu na pieniądze. „Pracowanie – wydawanie stało się potężną dynamiką powstrzymującą nas od bardziej zrelaksowanego stylu życia” – konkluduje Schor.


Gdy dom staje się pracą

Problem w tym, że morderczy wyścig Jonesów i Smithów nie jest jedynie wypadkową rywalizacji, zawiści i pychy. Jest także czymś, bez czego współczesnych Jonesów ani Smithów w ogóle by nie było. Prof. John Stutz, ekspert w dziedzinie wpływu konsumpcji na człowieka, ekonomię i środowisko, podaje parę powodów, dla których w rozwiniętych społeczeństwach nawet bogaci nie pracują mniej, by cieszyć się życiem: „W mobilnym społeczeństwie takim jak nasze istnieje potrzeba ciągłego konstruowania i dekonstruowania własnej osobowości. Konsumpcja – wybór domu, samochodu, ubrań itp. – odgrywa w tym procesie ważną rolę. Konsumpcja związana z pozycją społeczną nie wynika z głębokiego niedostatku, głodu, pragnienia, ale raczej służy kreowaniu przewagi”.

Daliśmy się wprząc w kierat pracy karmiącej konsumpcję, bo tylko tak możemy udowodnić, że jesteśmy coś warci. Mnogość zdobytych dóbr niczego tu nie zmienia i nie służy otwarciu jakiejś upragnionej przestrzeni wolności i odpoczynku.

A może istota rzeczy tkwi nie w przymusie, lecz wdobrowolnym wyborze tego, co bardziej nam odpowiada? –zastanawia się Arlie Hochschild, socjolożka z Berkeley, w książce „The Time Bind. When Work Becomes Home and Home Becomes Work” (Zmora czasu. Kiedy praca staje się domem, a dom pracą, 1997). Przecież dlatego spędzamy życie w pracy, bo tego chcemy. Praca stała się dla nas źródłem większej przyjemności niż dom i rodzina. Została „udomowiona” –mamy w niej przyjaciół, obchodzimy urodziny, nawiązujemy romanse.

To dlatego właśnie dom stał się jeszcze jednym miejscem pracy. W nim też zaczęły obowiązywać prawa profesjonalizacji czy kompresji etatów, przez co część opiekuńczych funkcji przejmują zawodowe opiekunki do dzieci czy terapeuci. Miarą wartości rodzicielstwa jest dziś nie to, jak dużo rodzice spędzają czasu z dziećmi, ale jak dobrze – dzięki pracy rodziców –tym dzieciom się powodzi. W zamian oczekujemy od dzieci, jak od pracowników, wydajności: ich czas pracy ma być efektywnie wykorzystany.

Nasze relacje z bliskimi ubożeją proporcjonalnie do rozwoju więzi z kolegami z pracy, a z czasem stają się kadłubowe i toksyczne. Dzieci są nadąsane i małomówne, rodzice rozżaleni, dziadkowie uciążliwi.


Pracolaks
Dawno się już zatarły granice między pracą a rozrywką. Dalton Conley ukuł nawet specjalny neologizm, który brzmi równie złowieszczo co Orwellowska „myślozbrodnia”. To „weisure” –zbitka dwóch pojęć: „work” (praca) i „leisure” (czas wolny, relaks). Dziś nie ma wypoczynku w stanie czystym –jest „pracolaks” lub „odpopraca”: odbieranie służbowych SMS-ów podczas spaceru z dziećmi, służbowe maile z łóżka…
Żyjemy w Społeczeństwie Gdzie Indziej – twierdzi Conley – bez dawnej tożsamości. Tradycyjne wartości (rodzina, dom, obyczaje) zostały w nim zduszone. W tym świecie rozrywka jest dla biednych (bogaci nie marnują na nią czasu), razem są te rodziny, które do siebie „tekstują”, a dzieci to inwestycja. Nie potrafimy już porządnie odpoczywać, bo podświadomie traktujemy odpoczynek jako próżniactwo. Relaks jest usprawiedliwiony tylko wówczas, gdy w jego trakcie zrobimy coś „pożytecznego”.

Ten świat „weisure” i Społeczeństwa Gdzie Indziej XIV Dalajlama opisał jako rzeczywistość, w której „mamy większe domy, lecz mniejsze rodziny; więcej wygód, ale mniej czasu”; „więcej wiedzy, lecz mniej rozumu; więcej ekspertów i więcej problemów”. I jeszcze: „To czas fast foodów i powolnego trawienia; wysokich mężczyzn i małych charakterów. Wielkich korzyści i płytkich związków. To czas, w którym dużo jest w oknie, ale nic w pokoju”.


Gdy szef jest bęcwałem

Jeśli postrzegasz swoje miejsce pracy jako nieprzyjazne, a szefa jako niekompetentnego czy uciążliwego idiotę, możesz szybciej umrzeć – ostrzega Anna Nyberg ze sztokholmskiego Karolinska Institutet w„The Impact of Managerial Leadership on Stress and Health Among Employees” (Wpływ kierownictwa na stres i zdrowie pracowników, 2009). Odkryła ona, że taka sytuacja może wywołać anginę, bóle w klatce piersiowej, zawał, a nawet przedwczesną śmierć. Co ciekawe, ten zabójczy wpływ kiepskich liderów jest niezależny od dochodów podwładnych, ich pozycji społecznej, obciążenia pracą, palenia, braku ćwiczeń fizycznych, a nawet stwierdzonych chorób serca. Wniosek: bęcwał na stanowisku jest zagrożeniem w stanie czystym.

Choć nie wszystko można zwalić na bęcwałów. Zbyt długa praca może wykańczać cię niezależnie od szefa. Dwa lata temu Marianna Wirtanen z Fińskiego Instytutu Pracy w Helsinkach opublikowała wyniki badań, którym w latach 1990-2000 poddała 6 tys. Brytyjczyków i Brytyjek od 31. do 60. roku życia. Ci, którzy pracowali po 10-11 godz. dziennie, byli o 60 proc. bardziej narażeni na choroby serca i przedwczesną śmierć niż pracujący w normalnym wymiarze. Wirtanen odkryła też, że modelowy pracuś ofiarnik jest młodym mężczyzną o ponadprzeciętnych kwalifikacjach zawodowych.

Z wiekiem odporność takich ludzi na skutki zawodowych niepowodzeń słabnie. Daniel G. Sullivan, szef badań w Banku Rezerw Federalnych Chicago, i Till von Wachter, ekonomista z Columbia University, przeanalizowali dane dotyczące robotników z fabryk w Pensylwanii w latach 70. i 80. Odkryli, że śmiertelność wśród tych z dużym stażem pracy, którzy zostali zwolnieni, była od 50 do 100 proc. wyższa niż wśród osób, które posadę zachowały. Dlatego m.in. stres wywołany utratą pracy jest traktowany przez psychologów jako doświadczenie równie traumatyczne jak rozwód czy śmierć ukochanej osoby.

Paradoksalnie jednak zachowanie posady wcale nie załatwia sprawy – i to nawet gdy szef był znośny, a godziny pracy do przyjęcia. Psychicznie i fizycznie może cię bowiem wyniszczyć już sam strach o to, że możesz pracę stracić. Sarah A. Burgard z Uniwersytetu Michigan nazwała to zjawisko „czekaniem na but, który cię wykopie”.

Tak wygląda wolnorynkowa karykatury Heideggerowskiego pojęcia życia jako „bycia ku śmierci”. Powszechna dziś definicja sukcesu prowadzi do tego, że – jak zauważa Marsh – „wygrywa ten, kto w chwili śmierci ma najwięcej kasy”.

Źródło: rawolucja.pl

27 września 2012

Dlaczego płacimy tak dużo za snobizm??

by admin — Categories: ArtykułyLeave a comment

Czy drogie zakupy to spełnianie marzeń czy tylko wyrzucanie pieniędzy w błoto??!!

 Zobacz wideo klikając w link powyżej

© 2016 Przemek Zacheja All rights reserved - Mobile View - Powered by WordPress and Wallow - Have fun!